W rocznicę rzeszowskich strajków chłopskich...
 Oceń wpis
   

 

Strajk chłopski Solidarności Wiejskiej w Rzeszowie w zimie roku 1981 -  STRAJK RZESZOWSKI;  Początek

 

1. Jak zaczyna się strajk? Sam zwykle nie bierze się znikąd. Jest wynikiem, objawem lub skutkiem jakiegoś utrzymującego się, narastającego niezadowolenia, napięcia. Czasem wybucha przypadkowo, gwałtownie, zapala się od iskry z pozoru nieważnej;  innym razem jest przygotowany i dokładnie przemyślany.

Jak zaczął się najsłynniejszy rzeszowski strajk, strajk chłopski, trwający - do złożenia w Farze votum w postaci strajkowego krzyża - aż 46. dni protest prowadzony w Domu Kolejarza od 5. stycznia 1981 r. do 20. lutego 1981 r. - zakończony ostatecznie podpisaniem dwóch porozumień nazywanych Porozumieniami Rzeszowsko Ustrzyckimi: w nocy z 18 na 19 lutego w Rzeszowie (o charakterze ogólnopolskim) i następnej nocy, z 19 na 20 lutego w Ustrzykach (o charakterze lokalnym)?

Na pewno nie był przypadkowy, ani improwizowany .

2.  Do czasu pokazania się, dopiero niedawno, w Internecie obszernej notki autorstwa Tadeusza Kensy i Janusza Szkutnika, zamieszczonej natychmiast przez red. Szymona Jakubowskiego na jego regionalnym portalu historycznym Podkarpacka Historia (1.Jakubowski 2013) - szczególnie obraz jego organizacji i rozpoczęcia był jakiś niejasny, tak,  jakby ten strajk skądś wziął się sam. Równocześnie notatka ta poważnie wywraca dotychczasowy, marny wprawdzie, paradygmat rozumienia jego genezy, jego początku i jego przebiegu.

Wymienieni wyżej autorzy, którzy byli bez wątpienia głównymi i faktycznymi organizatorami tego niecodziennego wydarzenia, piszą o nim jako o następstwie łańcucha zdarzeń zainicjowanych rozmowami Janusza Szkutnika z organizatorami bieszczadzkich struktur rolniczej Solidarności: Wieńczysławem Nowackim i Antonim Wojnarowiczem, przygotowanym organizacyjnie przez Tadeusza Kensy i Janusza Szkutnika, rozpoczętym przez Komitet NSZZR Solidarność Wiejska w Rzeszowie w dniu 5. stycznia 1981 r. jako strajk solidarnościowy z rolnikami  okupującymi od 29. grudnia 1980 r. - w obronie swoich podstawowych praw, naruszanych przez komunistyczne władze w Bieszczadach świetlicę Urzędu Miasta i Gminy w Ustrzykach Dolnych.

Równocześnie przyznają zgodnie, że dynamika rozwoju wydarzeń bardzo szybko znacznie przekroczyła pierwotne cele; z akcji typowo solidarnościowej z bieszczadzkimi rolnikami przeobraziła się w ogólnopolską konfrontację z PZPR-owską władzą, próbującą poprawić warunki panujące na wsi i dotyczące polskiego rolnictwa indywidualnego i losu polskiego chłopa. Każdy, kto czytać będzie rozdział pracy J. Borowca i B. Wójcika pt. Kalendarium strajków ustrzycko-rzeszowskich (2.Borowiec, Wójcik; 2011) zwróci uwagę na istotne różnice w przywoływanych fragmentach relacji i wspomnień uczestników tamtych zdarzeń: ale uważna ich lektura i analiza porównawcza z innymi źródłami daje szanse na odtworzenie faktycznego przebiegu tamtych zdarzeń. Także, gdy Kensy i Szkutnik mówią teraz o tym, jaki cel im przyświecał, gdy przystępowali do jego organizowania, pojawiają się istotne różnice.

Janusz Szkutnik: Było około 10., 11. grudnia, na temat strajków rozmawialiśmy w gronie naszych starych akowców; głównie z Franiem Perlakiem, Ludwikiem Pełką i Antkiem Bartyńskim. Rozmawialiśmy o możliwości podjęcia jakiegoś strajku okupacyjnego, ale jeszcze nie mieliśmy na myśli żadnego obiektu. Myśleliśmy tylko, żeby zrobić taki strajk. Mieliśmy takie marzenie, żeby zrobić strajk i wymusić na rządzie podpisanie porozumienia. Skończyło się na tych rozmowach. Natomiast kilka dni później przyjechał Antek Wojnarowicz z Bieszczadów i zaczął też roztaczać plany strajku okupacyjnego, z tym, że on już był bardziej konkretny od nas, bo on mówił o strajku okupacyjnym gminy w Lesku. () Gdzieś około 16. grudnia przyjechał Wiesiek Nowacki i właściwie w podobny sposób jak Antek Wojnarowicz mówił o strajku, ale już bardziej koncentrował się na Ustrzykach. Ponieważ ja Wieśka znałem trochę, ufałem mu, więc doszedłem do wniosku, że to jest ten moment. Spotkaliśmy się z chłopami, dosłownie to wszystko się odbywało w takim, można powiedzieć na tamte czasy błyskawicznym tempie, bo co drugi dzień praktycznie było jakieś spotkanie. ()  Tak czy inaczej; około 16., 17. grudnia mieliśmy już praktycznie decyzję podjętą, że jeżeli Ustrzyki chcą robić ten strajk, to wypuśćmy ich do przodu, zobaczymy co to będzie .

Tadeusz Kensy: W województwie rzeszowskim dochodzi wtedy do czegoś, co jest bez precedensu w całej historii karnawałowej Solidarności Wiejskiej. Mianowicie; już w październiku, a z całą pewnością w listopadzie, czyli długo przed rozpoczęciem strajku rzeszowskiego, władza wojewódzka; po pierwsze, ma okazję zobaczyć siłę Solidarności Wiejskiej, a po drugie jest różnymi dziwnymi sposobami przymuszona do tego, żeby z tą Solidarnością Wiejską rozmawiać. Proszę przypomnieć sobie fakt szczególnie tego drugiego spotkania w Markowej, tego listopadowego () Marian Magoń, wicewojewoda wtedy do spraw rolnictwa, obok niego cały garnitur wszystkich najważniejszych szefów instytucji związanych z wsią i rolnictwem w komplecie, naczelnicy kilku, a może nawet kilkunastu gmin - stają twarzą w twarz z zorganizowaną, potężną grupą.() Było to spotkanie władzy wojewódzkiej z nieźle zorganizowanym, ogromnym przedstawicielstwem Solidarności Wiejskiej i tak już było cały czas, aż do porozumienia w Ropczycach w nocy z 3. na 4. grudnia 81, aż do stanu wojennego. ()  Strajk rzeszowski w swoim założeniu,  a to założenie było budowane pomiędzy 23. grudnia 1980 a 5. stycznia 1981 r. miał być tylko i wyłącznie akcją solidarnościową, popierającą to, co miało się zacząć i zaczęło się 29. grudnia w Ustrzykach. Czyli miało to być poparcie dla strajku ustrzyckiego.    

Wspominają obaj, że od Wigilii, gdy postanowili, że plany bieszczadzkie trzeba poprzeć, starali się zachować przygotowania w możliwie głębokiej tajemnicy. Obaj, szczególnie Kensy, po złych doświadczeniach z listopada, gdy prezydium zakazało obchodzenia rocznicy odzyskania niepodległości w roku 1918, nie mieli zaufania do części najważniejszych wtedy kolegów - robotniczych działaczy; do W. Wolińskiego, J. Ogrodnika, J. Millera i kilku innych. To nie były jeszcze stanowcze podejrzenia o współpracę z wrogiem; wtedy ani nie było na to dowodów, ani nie myślało się nawet w tak ostrych, jak dziś precyzyjnych, kategoriach. Ale ogromna nieufność była, choć przekonanie co do potrzeby zachowywania jedności i spójności młodego ruchu, mimo różnic, też była niebagatelnym argumentem. Przestrzeganie takiej dyskrecji przez organizatorów mocno komplikowało rozeznanie sytuacji SB w pierwszych dniach akcji zupełnie stracili orientację, co do tego, co jest naprawdę grane; dla zbadania rzeczywistej sytuacji wysłali tam nawet swego bardzo inteligentnego młodego agenta Tadeusza Cebulaka TW ps. Luiza; późniejszego powiernika i doradcę rzeszowskiego podziemia, w wolnej Polsce; długoletniego dyrektora i prezesa WSK PZL Rzeszów . Ta niejawność przygotowań i zawiłość wytworzonej z początkiem stycznia sytuacji do dziś komplikuje też pracę, i bez tego nie bardzo sprawnym, badaczy próbujących jak dotąd z miernym powodzeniem rozwikływać strajkowe zagadki.  Jedną z tych największych zagadek pozostaje o czym mowa będzie jeszcze później czy nagłe, gwałtowne i w formach chamskie i brutalne rozpoczęcie robotniczej rewindykacji zasad podziału majątku po likwidowanej WRZZ  w dniu 2. stycznia 1981 r. było działaniem słusznym i przypadkowym, czy było jednak biorąc pod uwagę liczbę biorących w niej udział TW SB -  esbecką zaimprowizowaną kontrakcją przeciw inicjatywie Solidarności Wiejskiej okupowania Urzędu Wojewódzkiego, która już po 27. grudnia i jeszcze mocniej od 29. grudnia zaczęła poza ścisłe grono organizatorów przenikać, a w południe w dniu 31. grudnia stała się już zupełnie oficjalną zapowiedzią.

W opublikowanej notatce Kensy i Szkutnik napisali teraz tak: 5. stycznia grupa licząca około 40 osób zdążająca z siedziby NSZZ Solidarność przy ówczesnej ul. Obrońców Stalingradu 9 w kierunku Urzędu Wojewódzkiego, weszła jednak do budynku Domu Kolejarza, siedziby likwidowanej WRZZ, by tam, ostatecznie, prowadzić zapowiedzianą akcję. Budynek był od wieczora 2. stycznia okupowany przez kilku przedstawicieli regionalnego MKZ Solidarność, do której wkrótce dołączyło kilkunastu związkowców z WSK PZL - Rzeszów i kilku innych komisji zakładowych oraz grupa osób z Solidarności kolejarzy zgłaszających swoje roszczenia, co do odzyskania budynku. Trudno jeszcze jednoznacznie ustalić, czy intencją pierwszej, rozpoczynającej okupację grupy z MKZ Solidarności (być może znali oni skuteczność takiej formy na podstawie wcześniejszych doświadczeń z Radomia i Krosna) była rzeczywiście determinacja w żądaniu szybkiego i sprawiedliwego podziału majątku byłej WRZZ po bezskutecznych rozmowach z kierownictwem WRZZ przeprowadzonych w dniu 31. grudnia 1980, czy też biorąc pod uwagę, że w tej grupie przeważali tajni współpracownicy SB, była to kombinacja operacyjna SB mająca uniemożliwić równoległe prowadzenie akcji okupacyjnej w innym budynku publicznym przez Solidarność Wiejską.

W świetle tej, mocno prawdopodobnej hipotezy ciekawą i istotną sprawą staje się wyjaśnienie wreszcie; jak to się stało, że chłopi odstąpili od okupacji urzędu i trafili do Domu Kolejarza. Szkutnik w tym względzie przypomina sobie, że Bogdan Duchań rano poszedł pod UW i zobaczył tam kilku milicjantów. Trudno się spodziewać, że taka informacja mogłaby odważnego i bitnego Szkutnika jakoś wtedy realnie zaniepokoić, czy zniechęcić. Mimo tego, w roku 2010 mówił, w trakcie panelu dyskusyjnego na Uniwersytecie Rzeszowskim tak (co cytują: Borowiec i Wójcik):   5. stycznia zwołaliśmy chłopów na posiedzenie do MKZ przy ul. Obrońców Stalingradu. Mieliśmy poważny problem, co zrobić. Boguś Duchań był tego dnia rano w Urzędzie Wojewódzkim i stwierdził, że budynek jest szczelnie obstawiony przez SB i MO. Doszliśmy do wniosku, że nie mamy innego wyjścia, jak tylko przyłączyć się do robotników, którzy już trzy dni okupowali siedzibę WRZZ .

Ciekawe, że jakby wtórował mu w tym swoją wypowiedzią z grudnia 2010 r. jeden z autentycznych chłopskich liderów Henryk Cząstka; gdy jednak uważnie przeczytać ten fragment jego wypowiedzi okazuje się, że oczywiste niekonsekwencje zaprzeczają tak naprawdę sugerowanym tam jego własnym tezom: 5. stycznia byłem zorientować się o sytuacji w Urzędzie Wojewódzki może dwie, a nawet trzy godziny. Nie pamiętam z kim prowadziłem rozmowę, ze przechodzimy do budynku WRZZ. Nie szedłem z Obrońców Stalingradu, tylko wróciłem szybko do domu, żeby ściągnąć tu jak największą masę ludzi, żeby wejść dużą grupą do budynku związkowego. Nie było nawet próby wejścia do Urzędu Wojewódzkiego i moim zdaniem  - dobrze, że się tak stało, bo po prostu było wielkie niebezpieczeństwo pacyfikacji. Natomiast budynek związkowy był najlepszym budynkiem, gdzie można się było schować. Chodziło również o znajdującą się tam drukarnię związkową, którą później zajęliśmy.

Cząstka, choć sam pisze, że pojechał do swojego odległego Kisielowa po posiłki (i wrócił dopiero tego dnia późnym popołudniem lub nawet następnego) jakimś cudem też wie, jak wyglądało wejście pierwszej grupy do Domu Kolejarza: Nie ulega też najmniejszej wątpliwości, że nasze wejście do budynku WRZZ było takie ewolucyjne. Nie żebyśmy się tam bili, ale gdyby nas było pięciu, to do dzisiaj byśmy nie weszli. Szkutnik wymusił na strajkujących już tam w pewnym sensie wpuszczenie nas do tego budynku.    

Tadeusz Kensy za to twierdzi dziś stanowczo; to, co widział Bogdan Duchań, to musiał być tylko jakiś zwyczajny w takiej sytuacji patrol, tam nie było żadnego ZOMO, ani żadnych innych sił operacyjnych; nikt do dziś nie znalazł na to żadnego dowodu; o tym też świadczą relacje ówczesnych pracowników urzędu. Jest przekonany, że wojewoda grupę przywitałby wtedy jednak całkiem pokojowo, próbowałby ją zneutralizować metodami psychologicznymi. A kluczowe byłoby to, że jak Kensy sądzi, a był przecież też członkiem prezydium MKZ, ścisłego kierownictwa Związku w regionie, znał na bieżąco szczegóły przebiegu akcji roszczeniowej i już od poprzedniego dnia sam przebywał w okupowanym budynku; prosto stamtąd poszedł na chłopską odprawę w siedzibie MKZ - tu - Solidarność nie udzieliłaby realnego poparcia twierdząc, że ma własną akcję okupacyjną i nie może wspierać dwu jednocześnie.

Tadeusz Kensy ucina wszelkie wątpliwości stwierdzając, że wtedy z lokalu przy ul. Obrońców Stalingradu wyszli kierując się jeszcze niby to do UW. To on, bez żadnej konsultacji z nikim podjął  sam decyzję (dlatego nikt, także Szkutnik i Cząstka nie mogą pamiętać, jak to rzekome uzgodnienie się odbyło) o zmianie planów. Szedł na czele grupy liczącej około 40. 50. osób i nagle skręcił z ulicy Grunwaldzkiej w prawo, w ulicę Kopernika. Wszyscy poszli za nim i tak doszli do Domu Kolejarza. Kensy pamięta do dziś wielkie, okrągłe ze zdziwienia, złe oczy Janusza Millera; potem zakłopotaną twarz Ogrodnika. Ale bez większych problemów do budynku weszli, a po kilku godzinach zaczęły do budynku przybywać kolejne grupki, przyprowadzane przez wyznaczonych łączników z najbardziej aktywnych i najlepiej zorganizowanych gmin i wsi. Mówi mi tak: Sam nie wiem do końca, dlaczego wtedy z tej Grunwaldzkiej skręciłem; na pewno nie ze strachu. Grunt, że się nie pomyliłem. I dodaje, że po wejściu do budynku on cały czas trzymał się blisko chłopów, a Janusz Szkutnik rzeczywiście z Ogrodnikiem i Millerem dość długo pertraktował.

Kensy i Szkutnik tłumaczą dziś zgodnie, że, nie będąc sami członkami Solidarności Wiejskiej nie włączali się dość aktywnie w treść formułowanych i modyfikowanych postulatów, ani w rozmowy negocjacje prowadzone z kolejnymi delegacjami rządowymi. Ich rolą, tak przez nich postrzeganą, było to, by do strajku doszło, żeby był głośny i żeby uczestnicy wytrwali tak długo, ile będzie potrzeba. Tak też ta ich rola była, dzięki raportom licznych wśród solidarnościowych aktywistów tajnych współpracowników, w końcu, po pierwszym okresie niepewności, postrzegana przez rzeszowską SB, co dziś łatwo zauważyć wertując stosy wytworzonych wtedy dokumentów. Po wejściu do budynku przeprowadzili w rogu dużej sali na parterze wybory chłopskiej części strajkowego komitetu i zaprowadzili ich na pierwsze piętro, gdzie urzędował już komitet pracowniczo kolejarski.

U Borowca i Wójcika jest taki fragment wypowiedzi Kensego: Najczęstszym miejscem mojej własnej aktywności była portiernia (), gdzie kontrolowałem zgodność liczby osób wyprowadzanych przez łączników i wcześniej przez nich przyprowadzanych oraz, duża dolna sala, gdzie bez przerwy rozmawiałem z ludźmi, załatwiałem ich drobne sprawy, zdobywałem dla nich koce do spania i podtrzymywałem na duchu. Bardzo słabo interesowały mnie rozmowy z władzą, prawie, że w nich nie uczestniczyłem. Strajku w końcu nie wygrali wcale negocjatorzy członkowie komitetu ani zewnętrzni doradcy. Większość tych pierwszych dość szybko wyalienowała się , wyłączyła z efektywnych działań organizatorskich. Doradcy nie mieli sami pomysłu na zaproponowanie jakiejś strukturalnej reformy wsi i rolnictwa, najbardziej przyczynili się do wprowadzenia szerokiego spectrum spraw społecznych, religijnych, socjalnych, zaopatrzeniowych () Strajk wygrało naprawdę kilka pięć, sześć gmin, ich wręcz bohaterscy łącznicy utrzymujący jakimś cudem wysokie stany uczestników i upór tej właśnie, liczącej zwykle ok. 160 200 osób masy. Janusz Szkutnik pisał, drukował, obaj jeździliśmy w teren, by zakładać nowe koła wiejskie, obsługiwać zebrania, mobilizować wioski.

Opowiadał mi niedawno Kensy o tym, w jakich szczegółach ta wspólnota organizowała sobie wtedy życie; jak ogromną pomoc przynosili ludzie z Rzeszowa; organizowali gastronomię (opowiada o tym u Borowca i Wójcika np. Józef Konkel), składali darowizny (potem się okazało, że mogło dojść tu nawet do pewnych nadużyć, co jednak nie zepsuło w oczach związkowców opinii odpowiedzialnych za to, szczególnie Władysława Chruszczyka, byłego milicjanta (!) i przyszłego TW SB o pseudonimie Widok), organizowali skutecznie łączność, opiekę medyczną (udało się opanować własnymi siłami wybuch epidemii dyzenterii, choć władza chciała to wykorzystać jako pretekst do zakończenia akcji) , inne przydatne funkcje oraz stałą posługę duszpasterską. Łącznicy i wożone przez nich grupy nawet jeździły za darmo PKS-ami; Kensy, szef Solidarności w tej firmie wystawił im specjalne, obite pieczątkami i podparte właściwą uchwałą komisji zakładowej upoważnienia.   

Pytani; jak zmieniły się te pierwotne, twarde, chłopskie żądania w drodze do końcowego kompromisu Kensy i Szkutnik zauważają, że to zewnętrzni doradcy, przede wszystkim księża z zacnym przemyskim biskupem sufraganem Tadeuszem Błaszkiewiczem; przerobili je nieco, dodając im łagodności, a skrajne żądania polityczne i dążenia samorządowe przerobili na zdobycze o charakterze znacznie bardziej duchowym. 

Janusz Szkutnik uczestniczył wraz ze szczególnie aktywnymi: Andrzejem Kuźniarem i Bogdanem Duchaniem w kompletowaniu i redagowaniu pierwszej wersji strajkowych postulatów. Tadeusz Kensy przyznaje, że się od tego wręcz wykręcał; dla niego ta akcja ważna była przede wszystkim jako solidarnościowa z Ustrzykami. Obawiał się też rozmycia spraw najważniejszych, a te rzeszowska Solidarność Wiejska , nader szybko sprawna i dojrzała nie tylko ( o czym już wyżej pisałem) sformułowała jeszcze w miesiącu listopadzie, ale zdążyła też przekazać je przedstawicielowi władzy w terenie; wojewodzie i jego służbom, którzy w przeciwieństwie do tego, co działo się w większości miejsc w kraju dała się wmanipulować w spotkania i rozmowy z dużymi gremiami przedstawicielami organizującej się samorządnie wsi. Było to możliwe głównie z powodu dużego zainteresowania sprawami rolniczego związku i angażowaniem się w jego prace organizacyjne i merytoryczne przez sporą grupę niekwestionowanych liderów Solidarności pracowniczej: Antoniego Kopaczewskiego, Tadeusza Kensy, Andrzeja Kuźniara, Janusza Ruta, Kazimierza Kochanowicza i kilku innych. Wkrótce, obok poparcia strajkujących rolników Bieszczadów Komitet Strajkowy w Rzeszowie wystąpił z żądaniem rejestracji Solidarności Wiejskiej i własną listą postulatów, zgłoszonych w pierwszej wersji Wojewodzie Rzeszowskiemu Tadeuszowi Materce w dniu 8. stycznia. Bazowały one głównie na skompilowanych przez Andrzeja Kuźniara i Bogdana Duchania  postulatach wsi rzeszowskiej zgłoszonych władzom na zebraniu w Markowej w dniu 23. listopada 1980 r., postulatach związkowców z Wysokiej Łańcuckiej oraz innych, spisanych już na strajku pomiędzy 5. a 7. lutego. 

Dalsze prace redakcyjne odbywały się głównie przy udziale doradców: prof. Andrzeja Stelmachowskiego i jego asystentów: Bolesława Banaszkiewicza i Waleriana Pańki, oraz Romualda Kukołowicza tworząc dość spójny system żądań, ograniczony jednak nienaruszalnością ustrojowych zasad niedemokratycznego systemu komunistycznego. Do strajkujących w Rzeszowie przyłączyli się rolnicy z różnych regionów Polski, przekształcając protest - nie tylko z nazwy - w ogólnopolski. Ta ogólnopolska cecha przyporządkowana najpierw 6. stycznia akcji w Ustrzykach już 10. stycznia przeniesiona została do Rzeszowa.

Strajk uzyskał zdecydowane poparcie władz regionu rzeszowskiego NSZZ S. Lech Wałęsa długo nie chciał uznać prawa rolników do własnego związku, uznając za wystarczającą formę stowarzyszenia i zdanie zmienił dopiero po wyraźnych naciskach innych działaczy ( m.in. A. Gwiazdy, B. Lisa, J. Rulewskiego, K. Modzelewskiego), Kościoła (po powrocie z wizyty w Watykanie i spotkaniu z Papieżem w dniu 15. stycznia). W dniu 19. stycznia złożył publiczne oświadczenie o słuszności walki rolników o własny związek zawodowy. Pomimo niechęci Wałęsa dwukrotnie spotkał się ze strajkującymi, negocjował z władzami, wreszcie został jednym z sygnatariuszy porozumień w Rzeszowie i w Ustrzykach Dolnych. 

Ks. Prymas Wyszyński przyjął delegację strajkową 6. lutego, po czym spotkał się z Lechem Wałęsą, którego wysłał na rozmowę z przedstawicielem rządu (doszło do niej już z nowym wicepremierem M. F. Rakowskim w dniu 14. lutego), a sam już 7. lutego spotkał się bezowocnie z  I sekr. KC PZPR Stanisławem Kanią.

W późniejszym okresie, wykraczającym już poza czas trwania rzeszowskiego strajku, Prymas Wyszyński spotkał się z premierem rządu PRL gen. W. Jaruzelskim  w dniu 26 marca uzależniając warunek ( zdaniem wybitnego brytyjskiego historyka i korespondenta NYT na rzeszowskim strajku pod koniec stycznia 1981 r. -  Timothy Gartona Asha ) - dalszego pełnienia przez Kościół funkcji mediatora miedzy władzami a społeczeństwem, od rejestracji rolniczego związku.  Potwierdza to J. Żaryn pisząc w:  Kalendarium historyczne; 27 rocznica powstania Solidarności Błogosławię Was i Wasze poczynania Stefan Wyszyński wobec powstania NSZZ Solidarność  tak:  jest pewne, że zarejestrowanie związku chłopskiego Solidarność - 12 maja 1981 rolnicy zawdzięczali Kościołowi.

Rezygnacja, z głównego do czasu, postulatu strajku rzeszowskiego żądania rejestracji NSZZR Solidarność Wiejska i zawierzenie sprawy kościelnym negocjatorom spowodowało, że droga do rejestracji w dniu 12. maja przez Sąd Wojewódzki w Warszawie rejestracji NSZZ RI S stała się dłuższa jak się jednak ostatecznie okazało skuteczna i dająca władzom komunistycznym przesłanki praworządnego działania.

Strajk potępiony został przez KC PZPR oraz NK ZSL. Lokalnie poparły go: koło ZSMP w Siedliskach, gm. Lubenia ( 21. stycznia ),  KM ZSL w Rzeszowie (10. lutego)

Podczas rzeszowskiego strajku doszło do konsolidacji całego wiejskiego ruchu związkowego, czego wyrazem było wyłonienie KS. W jego skład weszło ponad 40 osób z całego kraju, w tym: Jan Kułaj, Katarzyna Bielańska, Władysław Żabiński, Józef Ślisz, Czesław Opolski, Jan Antoł, Wieńczysław Nowacki, Henryk Kazimierski, Jan Karuś, Jerzy Rożdżyński, Artur Balazs, Józef Pelc, Henryk Cząstka.

Ewolucja statusu i składu komitetu strajkowego odpowiadała zmianom celów i aspiracji prowadzonej akcji. Od lokalnej, rzeszowskiej, chłopskiej  grupy w ramach szerszego komitetu strajkowego po rozpoczęcie procesu jednoczenia różnych nurtów związków chłopskich (3. lutego powołanie w Rzeszowie Komisji Jedności Działania, 13. lutego - powstanie w Bydgoszczy KKP NSZZ Rolników Indywidualnych Solidarność).  

Zaniepokojenie władz komunistycznych było tak duże, że w KW MO w Rzeszowie w połowie stycznia 1981, w porozumieniu z MSW, przygotowano plan - pod kryptonimem Kret - pacyfikacji strajku i osadzenia strajkujących w więzieniu w Załężu k. Rzeszowa. Doszło do zakażenia pokarmowego, prawdopodobnie wywołanego celowo przez agentów SB. Podejmowane były próby skłócenia miedzy sobą członków komitetu strajkowego, dezorganizacji, zwątpienia w skuteczność protestu. Działania te - wobec chłopskiej determinacji i groźby eskalacji form protestu, włącznie z tzw. strajkiem żywnościowym - okazały się jednak nieskuteczne.

Wielkie znaczenie dla zwrócenia światowej opinii publicznej na chłopską walkę o legalizację działalności związkowej i demokratyzację życia, były reportaże i korespondencje wysyłane z Rzeszowa pod koniec stycznia przez korespondenta NEW YORK TIMESA Timothy Garton Asha, goszczącego w Rzeszowie przez kilka dni i wyrzuconego z Polski przez komunistyczne władze za te właśnie korespondencje.

W dniu 1. lutego 1981 przybyła do Rzeszowa komisja rządowa pod przewodnictwem wiceministra rolnictwa Andrzeja Kacały. W wyniku trwających ponad 2 tygodnie negocjacji, zawieszonych pomiędzy 6. a 16. lutego w nocy 18/19 II 1981 podpisano porozumienie rzeszowskie, a następnie; w nocy 20. lutego porozumienie ze strajkującymi rolnikami w Ustrzykach Dolnych. Obydwa porozumienia, nazwane zostały porozumieniami rzeszowsko-ustrzyckimi, i do nich właśnie odwoływano się podczas obrad Okrągłego Stołu. Istotne znaczenie, szczególnie w drugiej połowie lat. 80. odegrała Komisja ds. Realizacji Porozumień Rzeszowsko Ustrzyckich stając się półlegalnym surogatem związkowej aktywności, której przewodniczącym był przez cały czas Józef Ślisz. 

Trwająca w Rzeszowie 46 dni akcja zakończyła się wyjściem rolników w procesji zanoszącej do kościoła Farnego jako ofiarne votum wielki, drewniany krzyż strajkowy, wykonany miesiąc wcześniej własnymi rękami przez członków Solidarności Wiejskiej z Siedlisk w podrzeszowskiej gminie Lubenia.

Kensy i Szkutnik mówią dziś tak; kompromisowy kształt ostatecznego porozumienia nas nie satysfakcjonował, my jednak tego nie krytykowaliśmy, postrzegaliśmy nasze społeczne role jako służbę pewnej demokratycznej idei, do której byliśmy naprawdę przekonani.  W notatce napisali: Lutowe porozumienia były obopólnym kompromisem. Obie strony przyjęły wtedy pewną pozycję rozejmową i zapisały to w porozumieniach. O ile komunistyczna władza miała absolutną świadomość tego, że zrealizowanie porozumień Gdańskich jest niemożliwe, to biorąc pod uwagę stopień samoograniczenia się w formułowaniu postulatów i wyraźnie stabilizujący wpływ i wysoką pozycję związanych z Kościołem doradców, mogła liczyć, że ta ograniczona reforma może zostać zrealizowana, i w zasadzie władza tego dotrzymała, nawet - głównie pod naciskami Kościoła - zarejestrowała Związek. Jesienią, pojawiła się nowa fala strajków - okupacji urzędów gmin. Był to fragment wzbierającej fali antyustrojowej,  która objęła całe środowisko Solidarności i znaczną część opozycji, napierając ze szczególną siłą na odłożone wcześniej żądanie zapewnienia autentycznej wiejskiej samorządności.

 

3. Treści tej notatki i tych dodatkowych wyjaśnień Kensego i Szkutnika są więc przełomowe w dotychczasowym ustalaniu historycznych faktów. 

W książce wydanej przez rzeszowski oddział IPN w roku 2005, jego pracownik Dariusz Iwaneczko napisał tylko tyle:  31 grudnia rzeszowski WKZ NSZZ Rolników Solidarność Wiejska podjął decyzję o rozpoczęciu strajku okupacyjnego w urzędzie wojewódzkim, jeśli do 5. stycznia nie dojdzie do zawarcia porozumienia w Ustrzykach Dolnych. () Ponieważ stanowisko władz ( w sprawie zasad podziału majątku likwidowanej WRZZ dop. mój) rozmijało się z intencjami Solidarności, podjęto decyzję o rozpoczęciu strajku okupacyjnego w byłej siedzibie WRZZ.         W nocy z 2 na 3 stycznia zawiązano jedenastoosobowy (następnie powiększony do piętnastu osób) komitet strajkowy, który poparł postulaty ustrzyckie i zażądał przydzielenia Solidarności 90% majątku po WRZZ, zwrotu wydawnictw Solidarności Wiejskiej zabranych 21 listopada 1980 przez SB oraz rejestracji niezależnego związku rolników. 4 stycznia do strajku dołączyli przedstawiciele innych zakładów, a następnie około pięćdziesięciu osób z Solidarności Wiejskiej. () Strajk rzeszowski stawał się protestem ponadregionalnym. () Aby wzmocnić swoją pozycję podczas rozmów, dwa funkcjonujące wówczas komitety strajkowe; robotniczy (piętnaście osób) i rolniczy (dziewiętnaście osób) połączyły się w jeden, z przewodniczącym Janem Ogrodnikiem. Jego zastępcami zostali Jan Kulaj, rolnik z Cieszacina Wielkiego w województwie przemyskim oraz Kazimierz Kościak. (3.Iwaneczko; 2005)

Jeszcze bardziej skrótowo napisał sam Janusz Szkutnik w roku 2001 w wydanym przez siebie zbiorze strajkowych fotografii: 29 grudnia w Bieszczadach oraz 5 stycznia w Rzeszowie chłopi z poparciem Solidarności pracowniczej rozpoczęli strajki okupacyjne domagające się od władz zgody na realizację postulatów i żądań wysuniętych przez komitety strajkowe. (4.Szkutnik; 2001)

Później napisane źródła w zasadzie te informacje powtarzały:  Tomasz Bereza z IPN w innym okolicznościowym albumie zdjęć wydanym w roku 2009 napisał tak: 5 stycznia 1981 r. do działaczy NSZZ Solidarność, strajkujących w byłej siedzibie WRZZ w Rzeszowie dołączyli przedstawiciele Solidarności Wiejskiej, powołując własny komitet strajkowy. Na czele reprezentacji wsi stanął Jan Kułaj (5.Bereza; 2009)

W marnej, choć wspominanej wyżej kilkakrotnie rocznicowej książce o strajku wydanej w roku 2011 przez IPN cytowany jest taki fragment tekstu Jerzego Klusa nadwornego dziejopisarza obecnego Zarządu Regionu NSZZ Solidarność w Rzeszowie :  5 stycznia do strajkujących w WRZZ robotników dołączyć mieli rolnicy, okazało się bowiem, że rozpoczęcie zapowiadanego strajku okupacyjnego w Urzędzie Wojewódzkim w Rzeszowie skazany jest z góry na niepowodzenie, z uwagi na obsadzenie gmachu przez oddziały milicji i ZOMO. (Borowiec, Wójcik; 2011, 6.Klus 2006)

W tej samej książce cytowany jest też niejaki Krzysztof Kamiński, który jeszcze w roku 1992 miał napisać tak: 2 stycznia, chłopi na czele z Janem Kułajem przewodniczącym tymczasowych władz Solidarności zajęli w Rzeszowie budynek byłej WRZZ. (Borowiec, Wójcik; 2011, 7.Kamiński 1992)

Te dwa ostatnie fragmenty powinny dobitnie potwierdzać, ze źle się dzieje nie tylko wtedy, gdy byle kto, byle co mówi lub pisze, ale jeszcze bardziej, gdy inny, z tytułem doktorskim tego słucha i mimo starań, by jakoś z kłopotu wyjść nie bardzo mu się udaje.

Choć i trzeba to przyznać tym różnym zakrywaczom prawdy skrzydeł musiał dodać w przeszłości i sam Szkutnik. W wydanym w roku 2000 Kalendarium Rzeszowskim, którego był, obok A. Lignarskiego i J. Klusa  współautorem można do dziś przeczytać niezwykle potulną i okrągłą: notkę, bez wątpliwości jego autorstwa: Do okupowanej siedziby WRZZ przybyła grupa ok. 50. rolników z :Solidarności Wiejskiej. 15-osobowy Komitet Strajkowy MKZ w Rzeszowie uległ rozszerzeniu o 19 przedstawicieli Solidarności Wiejskiej i przyjął nazwę Komitet Strajkowy Solidarność w Rzeszowie. Na czele Komitetu Strajkowego stanął Jan Ogrodnik z WSK. W kolejnych dniach Komitet poszerzono o przedstawicieli pozostałych gmin rzeszowskich, a następnie przedstawicieli z innych regionów. (8.Szkutnik i inni; 2000) Trzeba jednak rozumieć, że wydawcą tego Kalendarium był Zarząd Regionu Solidarności w Rzeszowie i mniej oględna wersja pewnie by wtedy nie przeszła. Do tego jeszcze, przed otwarciem archiwów SB Szkutnik miał prawo Ogrodnika czy Millera uważać za półgłówków, drobnych pijaczków i ludzi bez charakteru, ale nie miał jeszcze w roku 2000 formalnej wiedzy o ich agenturalnych statusach w SB.

Jeszcze dziwniejsza jest historia notki Strajk chłopski w Rzeszowie w Encyklopedii Solidarności http://www.encyklopediasolidarnosci.pl/wiki/index.php?title=D00483_Strajk_ch%C5%82opski_w_Rzeszowie . Jest ona sygnowana podpisem Szkutnika, choć ten wielokrotnie podkreślał, że on tego tekstu nigdy nie autoryzował i żądał bezskutecznie sprostowania. (9. ES)

Na próżno w tych i innych dotąd wydanych drukiem źródłach szukać opisanych przeze mnie w tym tekście wielu prawdziwych faktów, zdarzeń, relacji i wysoce prawdopodobnych hipotez. Na próżno szukać wyjaśnień, dlaczego tak wielu bohaterskich działaczy dokonujących wtedy swoich rzekomo heroicznych czynów z których do dziś nieustannie dumne są dzisiejsze związki Solidarności było tajnymi współpracownikami SB lub tylko wobec komunistycznej władzy zajmowali dwulicowe postawy. Nikt z cechowych badaczy nie podjął się do dziś wyjaśnienia choćby tego, czyj mandat konkretnie reprezentowała poufna delegacja: A. Kopaczewskiego, J. Ślisza, H. Kazimierskiego i J. Dębniaka, która udawała się do wojewody Henryka Ficka w celu zaproponowania honorowej kapitulacji w południe 12. lutego 1981 r.; dokładnie w tym samym czasie, gdy przedstawiciele najaktywniejszych 28. rzeszowskich kół wiejskich deklarowali nie tylko chęć kontynuowania protestu na rzecz rejestracji ich, faktycznie przecież istniejącego już Związku, ale wręcz uznali za potrzebne eskalowanie jego form, z tzw. strajkiem żywnościowym włącznie. To powoduje, że cała historia rzeszowskiego strajku chłopskiego wydaje się dziś wielu mało interesująca, marginalna. A przecież jak pisał niegdyś Francis Bacon prawdziwa historia to znajomość przyczyn.    

 1.http://podkarpackahistoria.manifo.com/strajki-chlopskie-1981

2.Strajki i porozumienia w Ustrzykach Dolnych i Rzeszowie 1980/1981. Przebieg, realizacja, obchody rocznicowe; Wybór, wstęp i opracowanie Janusz Borowiec, Bogusław Wójcik, IPN Rzeszów 2011,

3. Opór społeczny a władza w Polsce południowo-wschodniej 1980 1989; Dariusz Iwaneczko, IPN Warszawa 2005,

4. Strajki chłopskie w fotografii. Ustrzyki Dolne Rzeszów 29 grudnia 1980 20 lutego 1981; Janusz Szkutnik, Wydawnictwo Akces, Rzeszów 2001,

5. Album fotografii. Strajki ustrzycko-rzeszowskie; Tomasz Bereza, IPN Rzeszów 2009,

6. Zanim podpisano porozumienie. Narodziny wiejskiej Solidarności; Jerzy Klus, Trwamy Gazeta strajkowa, wydanie okolicznościowe 18.II.2006,

7. Dni nadziei na godne życie. Początki Solidarności Rolników Indywidualnych na Podkarpaciu w; Z dziejów Solidarności na Podkarpaciu; K. Kamiński, red. B. Adamski, Krosno 1992,

8. Dwadzieścia lat Solidarności. Kalendarium Rzeszowskie; Jerzy Klus, Andrzej Lignarski, Janusz Szkutnik, Zarząd Regionu NSZZ Solidarność w Rzeszowie, Rzeszów 2000,

9.http://www.encyklopediasolidarnosci.pl/wiki/index.php?title=D00483_Strajk_ch%C5%82opski_w_Rzeszowie

W następnym odcinku napiszę o udziale naszych rodaków w tym niecodziennym strajkowym wydarzeniu i postaram się podsumować i ocenić wartość samej akcji oraz zawartego w nocy z 18. na 19. lutego 1981 r. protokołu porozumienia.

 

Komentarze (0)
31. lat temu... STRAJK RZESZOWSKI: Finał i...

Komentarze

O mnie
sobolewskid
mgr historii, audytor i certyfikator energetyczny, radny Rady Gminy Raniżów, e-mail: sobolewskid@wp.pl tel. kom. 602 598 476


Najnowsze komentarze
2013-12-22 01:18
sw-elzbieta.com:
Wola Raniżowska podczas II wojny światowej (1939-1944)
Wesołych świąt! :)
2013-10-21 10:12
rtvagd.net:
Wola Raniżowska podczas II wojny światowej (1939-1944)
fajna jest Twoj blog
2013-09-25 10:38
taki:
Ksiądz pana wini, pan księdza/A nam prostym zewsząd nędza
fajna na bloga blogowa, no i Twoj blog