Wolności obywatelskie czy prawa człowieka?
 Oceń wpis
   

Spokojnie, właśnie ciąg dalszy następuje, odwołując się do mojego cdn. z poprzedniego wpisu.

     7. maja 2012 roku stary-nowy prezydent Rosji Putin przysięgał „… bronić praw człowieka i obywatela”. Prawa człowieka dotyczą człowieka i są to prawa naturalne, zaś „obywateli” dotyczą w pewnej tylko części – można rzec klasowej lub korporacyjnej i w rzeczywistości są to wolności obywatelskie. We współczesnym liberalizmie rażąco sprzeczne z prawami człowieka. Nie mówi się, że człowiek ma prawo do związku homoseksualnego. Mówi się, że obywatele mają prawo do takiego związku. Wolności obywatelskie stały się już tylko parawanem nadbudowy ideologicznej, niezbędnej do walki z moralnością i wyciągania z martwego elektoratu środowisk nieakceptowanych społecznie. Można przy wsparciu tych środowisk poszerzać strefą władzy najpierw w parlamencie, a później w mentalności młodego pokolenia. Żeby osiągnąć ten cel, wszystkie nadbudówki obywatelskie muszą posługiwać się dyscypliną partyjną. Resumując, dyscyplina partyjna pozwala większości parlamentarnej, niekiedy opozycji, narzucać niedemokratyczne mechanizmy od gminy po kluby poselskie. Mechanizmy niszczące i demoralizujące zwłaszcza młodych polityków.

     Drodzy czytelnicy. Lepiej nie lać wody – lepiej jest myśleć. Tak, jak wolności obywatelskie były i są nadbudówka ideologiczną do praw człowieka. Tak dyscyplina partyjna jest nadbudówką do najczęściej demokratycznych statutów partii politycznych.

PS. Putin wie co robi, chce bronić osobno praw człowieka, a osobno praw obywatelskich. W Rosji wszystko przejdzie.          

Komentarze (0)
„Obywatele” a dyscyplina partyjna… cdn.
 Oceń wpis
   

      Dyscyplina partyjna w głosowaniu, to wcale nie taki świeży temat, przypisywany przez większość publicystów młodej „demokracji” III RP.  Dyscyplina partyjna, to zjawisko ugruntowane w okresie rządów komunistycznych w szeregach PZPR, ZSL i SD. Wszystkie kluby poselskie w tamtym okresie opowiadały się zawsze za słuszną linią swojej partii, a kto przeciw lub wstrzymuje się od głosu to ekstremista i wróg socjalizmu. Na nasze nieszczęście zaraza dyscypliny partyjnej przerzuciła się w 1989 r. na posłów i senatorów z Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego. Z zegarmistrzowską dyscypliną, przewagą połowy jednego głosu wybrali na prezydenta Polski generała Jaruzelskiego. Wielu ludzi wierzy, że jak się coś ładnie nazywa, to jest pozytywne. No i proszę – nazywał się obywatelski klub, a jakże wszystko tam było zakłamane i skrywane przed społeczeństwem. Weźmy taką Platformę Obywatelską, też ładna nazwa, obywatelska, a jakże nielojalna wobec całego społeczeństwa, a jakże brutalna wobec telewizji TRWAM.

       Czy dyscyplina partyjna służy społeczeństwu czy partii? Można wskazać kilka przykładów, iż realne korzyści odnosi społeczeństwo. Patrząc na to z perspektywy koalicji rządowych sprawujących na ten czas władzę, a to oni mają większość w sejmie, korzyści z dyscypliny w głosowaniu generują tylko i wyłącznie partie polityczne. A przy okazji  „obywatele” i różne „obywatelskie komitety” stanowiące zaplecze polityczne dla tych partii. Niestety równość i sprawiedliwość darowane zostały obywatelom Rewolucji Francuskiej i  „obywatelom” nowego komunistycznego porządku w Europie…

Komentarze (0)
… w interesie narodu czy w interesie partii?
 Oceń wpis
   

      Nie zamierzam się stroić w piórka znawcy konstytucji 3 Maja. Nie uważam wszakże, żeby była jakimś wybitnym osiągnięciem polskiej myśli parlamentarnej tamtego okresu. Nie potrafię Jej jednocześnie odmówić wielkości. Faktycznie zapowiadała lepsze stosunki społeczne, a nade wszystko naprawę państwa. Przy takich tematach czuję zawsze przymus wewnętrzny i chęć poszukiwania analogii do czasów nam współczesnych. Sięgnijmy po najprostszy przykład. W konstytucji 3 Maja, w rozdziale VI zatytułowanym: Sejm czyli władza prawodawcza, możemy przeczytać m.in., „… posłowie na sejmikach obrani… podług konstytucyi uważani być mają, jako reprezentanci całego narodu”. A co możemy przeczytać na ten temat w konstytucji RP z kwietnia 1997 r., artykuł 104? Cytuję: „posłowie są przedstawicielami narodu. Nie wiążą ich instrukcje wyborców”. (sic!) Zwróćmy uwagę na fakt, że posłowie składają ślubowanie przed Sejmem. Taką mamy konstytucję. Więc mamy prawo głosować na naszych przedstawicieli w Sejmie, ale nie mamy prawa narzucać im naszej woli. Wobec tego relacje pomiędzy wyborcami a posłami pozbawione są tych najbardziej koniecznych więzi, które implikują uczciwość posła wobec wyborców. Za konstytucją z 1997 r. głosowały kluby SLD i PSL, ale nie tylko. Głosowało też kilku posłów z AWS i z klubu konserwatywno-ludowego. Nie wiemy, tylko, czy oddając swój głos za taką konstytucją konsultowali to wcześniej ze swoimi wyborcami. Jak pamiętam, większość posłów okresu konstytucji 3 Maja konsultowała na swoich ziemiach czy przystąpić do Targowicy czy nie?

      Gorący temat nowej konstytucji RP proponowałbym rozwiązać z udziałem całego narodu poprzez referendum. Najchętniej zaproponowałbym przyjecie obowiązującej, bądź co bądź, konstytucji kwietniowej z 1935 r. Wszystkie konsekwencje, nawet te trudne do przewidzenia, byłby tylko korzystne – nawet zbawienne – dla naszego państwa i narodu. Przede wszystkim te konsekwencje natury gospodarczej i finansowej. Chyba wszyscy wiemy, że Anglicy i Francuzi musieliby nam zwrócić 65 ton złota będącego w ich depozycie od II wojny światowej. Mnożyć można by korzyści.

Komentarze (0)
Z duchem czasu…
 Oceń wpis
   

Bardzo się cieszę, że Kolbuszową odwiedził eurodeputowany Tomasz Poręba. Można było poględzić o wszystkim i o niczym. Mnie jednak interesował problem frakcyjności w partiach politycznych. Dla przykładu w Platformie Obywatelskiej nieformalne funkcjonują frakcje Gowina i Schetyny, czyli frakcja chadecka i liberalna. W PiS pojawienie się tendencji do tworzenia frakcji skończyło się dwukrotnym odejściem wielu dobrych posłów. Wygląda na to, że w PiS może być tylko frakcja o której ongiś wspominała prof. Jadwiga Staniszkis – frakcja Kuchcińskiego i Lipińskiego. Konsekwencje nie radzenia sobie lub niedopuszczania wręcz do powstawania frakcji, mogą być bardzo przykre w wyborach samorządowych 2014 r. Co prawda Zbigniew Ziobro -  także jest niechętny frakcjom w Solidarnej Polsce, ale obserwując jego poczynania -  pewnie zgodzi się na eksperyment i pozwoli swoim ludowcom na frakcję ludową. Oznacza to nic innego, jak swobodne przekroczenie progu wyborczego przez Solidarną Polskę w przyszłych wyborach samorządowych. Doprawdy trzeba być naiwnym i walczyć z duchem czasu, aby w sytuacji polityczno-medialnej w Polsce wzbraniać się przed drobnymi frakcjami w partii politycznej. I nie chodzi tu o frakcje nieformalne, wręcz przeciwnie. Należy je sformalizować, umiejscowić nawet w statucie, niechby nawet pod kamuflażem wewnętrznych komisji. Trzeba iść z duchem czasu. Pociągnąć za sobą konserwatystów i „eurosceptyków”. I to może być prawdziwy marsz po zwycięstwo. Tylko wtedy do marszu włączą się milczące tłumy. Jeżeli liderzy obiecują ludziom zwycięstwo, a skąpią na armię i logistykę, to znaczy, że nie chcą tak naprawdę tego zwycięstwa. Pierwsze lody zostały przełamane. To dobry znak, że marszałek Marek Jurek  będzie mógł liczyć na zrozumienie, a być może w przyszłości na zgodę w budowaniu własnej frakcji.

PS. Psychologiczne uwarunkowania  nie są najistotniejsze w tym temacie. Jeśli zważymy, iż powoli się przyzwyczajamy do odmienności w poglądach naszych partnerów politycznych, to w perspektywie ok. 2 lat można bezpiecznie przez to przebrnąć. Natomiast końcowy etap zinstytucjonalizowania frakcji  będzie przebiegał już łagodnie, poprzez staranne dopracowanie statutu. Są prawnicy, którzy sobie z tym poradzą. Pamiętajmy o tym, że z partii rządzącej frakcje nie wychodzą, trzymają się „żłobu”. W partii opozycyjnej frakcje powstają po to, żeby „kupą, kupą mości panowie” a będziemy mieć władzę.        

Komentarze (0)
Granice prawa... PPS a Telewizja TRWAM
 Oceń wpis
   

       Słyszę dookoła siebie głosy potępienia wobec pana Dworaka, ponieważ KRRiTV nie przyznała  miejsca na tzw. multipleksie cyfrowym Telewizji TRWAM. Pamiętam jednak, iż podobnych głosów oburzenia nie słyszałem w 1989 roku, kiedy planowano uwłaszczenie nomenklatury, kiedy brutalnie rozprawiano się z nurtem niepodległościowym żądającym remanentu państwa. Pamiętam też to milczenie, kiedy niektóre środowiska – prawicowe także – wyprzedawały nasz majątek narodowy obcemu kapitałowi. Pamiętam logikę zdarzeń w drugiej połowie lat 90. i haniebną próbę wpisania się wielu – „dzisiaj znacznych i zacnych” – osób na listę do podziału łupów. Społeczeństwu właściwie nic nie pozostawiono. Partie i sejm decydowały za naród, nie pytając go o zgodę. To wszystko było łatwe, dzięki  środkom masowego przekazu. Społeczeństwo było oszałamiane i stawiane przed faktem dokonanym, tak jak dzisiaj, w przypadku polskiego rolnictwa, ACTA, jak również TV TRWAM. Ta sytuacja z mediów się teraz powtarza. Serwuje się społeczeństwu w mediach nowy temat: Trybunał Stanu dla Kaczyńskiego i Ziobry. Chwilę temu temat numer jeden w polskojęzycznych mediach kręcił się wokół soli. Za chwilę tematem numer jeden będzie miraż wielomiliardowych dochodów z tytułu EURO 2012. Oczywiście media wytłumaczą nasz rząd z porażki niegrzeczną opozycją.

       Natomiast problem Telewizji TRWAM w pewnym momencie zniknie ze szpalt gazet.  Przestanie się o nim rozmawiać w mediach państwowych. Patrząc z perspektywy czasu, nie tak odległego, chyba wszyscy mamy wątpliwości, że coś tu nie gra, że jest to rzeczywiście atak na Kościół i wolność słowa. Jak to jest, iż Rzecznik Praw Obywatelskich - pani Łętowska w 1987 r. zwróciła się do Trybunału Konstytucyjnego z wnioskiem o prawo do legalnej działalności Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS)? Jak to jest, że Rzecznik Praw Obywatelskich, z podobnym wnioskiem nie zwrócił się teraz w sprawie koncesji dla Telewizji TRWAM, ośrodka pamięci, tożsamości i kultury narodowej? Chcą narodowi odebrać prawo konstytucyjne. Jest to zamach na państwo polskie.    

Komentarze (0)
Historia kołem się toczy
 Oceń wpis
   

      Nie ma dzisiaj ciągłości pokoleniowej pomiędzy Żołnierzami Wyklętymi, a środowiskami przypisującymi sobie etykietę patriotyzmu. Jest to zrozumiałe, ponieważ niemal wszystkich walczących o niepodległą Polskę zamordowano w majestacie nowego prawa, ale przede wszystkim nowego ustroju. Co do etykiety patriotycznej, to muszę to wyjaśnić. Owszem – są środowiska patriotyczne, w których ślady ciągłości pokoleń są widoczne. Niestety, większość środowisk przypina sobie etykietę, troszkę, wbrew własnej biografii. Najczęściej są to środowiska wyrosłe na gruncie Unii Wolności, KLD i grupy skupionej wokół Wałęsy. Swoją uległość polityczną wobec władz komunistycznych, chcieliby pozostawić w cieniu i wypromować się na ludzi prawych. A nie jest, to nic innego, jak oszustwo w celu pozyskania zaplecza wyborczego. Przykładów jest wiele. Np. wiceprezes stowarzyszenia „Ślad” Janusz Kujawa odmówił udziału w proteście w sprawie nadania jednej z ulic w Rzeszowie imienia Władysława Kruczka (członek komunistycznej partii Polski, żołnierz Armii Czerwonej, członek PZPR). Swoją postawę tłumaczył obawą, że prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc przestanie mu dawać pieniądze na druk kwartalnika (2 tys. złotych).

       No to teraz widzimy i możemy porównać Żołnierzy Wyklętych, do tych z etykietą patriotyzmu. Możemy sobie porównać wartość honoru, odwagi, przyzwoitości. Prawda albo fałsz – oto jest pytanie. Być albo nie być?

      Tak czy inaczej, chwała im za wszystko, dzięki nim mamy pamięć, wewnętrzne poczucie wolności, tożsamość. Po prostu pamiętajmy, o Żołnierzach Wyklętych!

Komentarze (0)
Z próżnego i Salomon nie naleje
 Oceń wpis
   

      Po drugiej wojnie światowej, ludzie doświadczeni okrucieństwem chcieli tylko żyć. A kiedy dzieci weszły w wiek dorosły w latach 60-tych, chciały nie tylko żyć, ale chcieli też coś więcej mieć. Koniec stalinizmu już po 1956 r., dał początek temu, iż zaczęło się społeczeństwo domagać wyższego standardu życia, przestało się bać represji. Wtedy jeszcze problemów demograficznych nie brano pod uwagę. Tak samo do tych problemów większej uwagi nie przywiązywano w latach 80. Wiadomo wysoki przyrost naturalny. Ale już w latach 90. pojawił się problem niskiego przyrostu naturalnego. Pojawiła się tez żądza konsumpcji, na niespotykana do tej pory skalę. Podgrzewały tą żądze kolejne ekipy rządowe, ale tylko po to, by wypchnąć młodzież z kraju, bo przecież nie było dla nich miejsc pracy. Nepotyzm i partyjne układy pozwalały natomiast zatrudniać co niektórych w administracji państwowej. Armia urzędników rosła. W ZUS, np. na ok. 50 tys. zatrudnionych, według oceny wielu socjologów, co dziesiąta osoba zajmuje tzw. stanowisko polityczne. Czy problemem społecznym jest projektowana ustawa emerytalna, czy patologia w administracji państwowej? Przecież z tą patologią nikt nie chciał się rozprawić. Ale chętnie za to, kolejne rządy pozbywały się ważnych przedsiębiorstw w ramach prywatyzacji. Dzisiaj w tych przedsiębiorstwach znalazłoby pracę ok. miliona osób. W sytuacji spadającego zatrudnienia, rzeczywiście nie będziemy mieli pieniędzy na emerytury i renty. Taka sama sytuacja, będzie trwać przez kolejne dwie dekady. A więc wyjściem w sytuacji nie jest podnoszenie wieku emerytalnego, jak chce Platforma Obywatelska, lecz tworzenie i ochrona miejsc pracy. To jest właśnie plan narodowy, to jest jedyna szansa dla utrzymania biologicznej tkanki narodu. I jeszcze jeden problem: suwerenność państwa. Czy można ją utrzymać, bez własnego przemysłu?

Komentarze (0)
Syty głodnego nie zrozumie
 Oceń wpis
   

       Trudno przemilczeć mi szerzącą się wśród wielu samorządowców chciwość. Oczywiście mam na myśli niektórych radnych z gminy Kolbuszowa. Radni ci, mają taką siłę sprawczą, tak wielką moc w sobie i wiarę w siłę pieniądza, że zarządali i uchwalili podwyżkę swojego uposażenia z tytułu pełnionych funkcji. Niektórzy z nich prowadzą działalność gospodarczą, a że zima sroga, dochody nieco mniejsze, więc musieli biedaczki poszukać pieniążków w kieszeniach społeczności lokalnej. W kieszeniach podatników, którzy również partycypują w dochodach ich przedsiębiorstw. Jak wskazałem część tych radnych generuje swoje dochody dzięki społeczności lokalnej. Mogę się mylić, że przyjęta uchwała w sprawie tak wysokiego ryczałtu za pracę radnego stanowi namiastkę rekompensaty za utracone dochody tych przedsiębiorców. Ale tak troszkę na to wygląda. Zwracam się zatem z ogromną prośbą do tych radnych prowadzących działalność gospodarczą, którzy zatrudniają pracowników, aby zechcieli im podnieść wynagrodzenie. Każdy człowiek ma takie same potrzeby.

       Wzajemne poszanowanie i rozumienie sytuacji drugiego człowieka, buduje i umacnia więzi społeczne. Dlatego polecam radnym kolbuszowskim przykład gminy Raniżów, gdzie nie mieszkańcy gminy, ale sami radni podjęli decyzję o obniżeniu wysokości diet. Przecież też mogli posłużyć się dozwolonym w prawie ryczałtem, ale tego nie zrobili. I bardzo dobrze. Wszyscy sobie mówią ładnie dzień dobry. Nie ma powodów do zazdrości. A najważniejsze jest to, że mieszkańcy gminy Raniżów przyjęli bardzo pozytywnie kierunek ograniczania wydatków na diety. Musimy się zastanowić, czy w tym całym problemie nie chodzi czasami o poczucie sprawiedliwości społecznej?

Ani brydż, ani poker, może kant?
 Oceń wpis
   

        Problem w tym, że przedłużenie wieku emerytalnego, będzie w rezultacie kolejnym przymusem ekonomicznym wymierzonym w pracodawców. Jeżeli dotknie to prywatne przedsiębiorstwo, to uderzy to i to bardzo boleśnie przede wszystkim w przedsiębiorcę. Jeśli dotyczyć to będzie budżetówki, to dotknie to i to jeszcze boleśniej niż przedsiębiorcę, całe społeczeństwo. Wyobraźmy sobie mimo wszystko zmęczonych już ludzi, niewydajnych – w ogromniej większości niesprawnych intelektualnie – obsługujących klientów w bankach, w urzędach państwowych, w sklepach. W tym czasie młodzi wykształceni ludzie będą bezrobotni. Będą się uczyli sztuki przetrwania, jako wykwalifikowana, ale niestety tania siła robocza w Europie Zachodniej. Z doświadczeń ostatnich lat wynika, iż po kilku latach pracy na zachodzie, kwalifikacji nie podnoszą, ale za to przywożą pieniądze.

       Jest to jedyne dobrodziejstwo, ale tylko dla rządu, który może się pochwalić, iż społeczeństwo polskie w ubiegłym roku wydało na święta dwa procent więcej pieniędzy niż rok wcześniej. Komunikat ministra finansów brzmi wobec tego: społeczeństwo polskie wcale nie ubożeje, a wręcz przybywa nam zamożnych obywateli – nic bardziej błędnego. Społeczeństwo polskie po „okrągłym stole” i transformacji ustrojowej – głównie autorstwa Balcerowicza, trochę Millera i Buzka – zostało pozbawione elementarnego prawa współdecydowania o przyszłości gospodarczej państwa, wynikało to przede wszystkim z faktu, iż nie mogło dysponować własnym kapitałem początkowym, który na skutek celowej polityki kolejnych rządów został poddany degradacji i wypłukaniu najpierw poprzez nomenklaturę komunistyczną, później poprzez inflację. Jednym słowem, plany podniesienia wieku emerytalnego, są tylko niechlujnym uzasadnieniem w walce obecnego rządu o pozyskiwanie, a raczej zabezpieczenie realnych wpływów do skarbu państwa kosztem ludzi młodych. Warto pamiętać ponadto, o pierwszej kardynalnej zasadzie, niezbędnej dla utrzymania przez określony naród własnej państwowości. Ta zasada to produkcja, wytwarzanie towaru, również półfabrykatów, narzędzi i maszyn, zarówno na rynki zewnętrzne, jak też rynek wewnętrzny. Do tej podstawowej zasady przypisana jest co najmniej od dwóch stuleci umiejętność wykształcenia i wychowania własnej grupy wytwórców. Ważna jest też jakość towaru.

      Na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat kolejne rządy najbogatszych państw dbały o to skrupulatnie. A mimo wszystko, wbrew interesom poszczególnych narodów, odrzuciły wartość pracy ludzkiej na rzecz obrotu kapitałem. Szanowni Państwo – właśnie skończył się kapitalizm.

       W globalnym systemie gospodarczym silniejsi przetrwają kosztem słabszych. Rozwiązania zwłaszcza w polityce społecznej będą miały charakter restrykcji podatkowych. Tak więc, obserwujemy od kilku lat oswajanie społeczeństw na wszystkich kontynentach, z nowym modelem sprawowania i utrzymania się przy władzy. Jest to dyktatura fiskalna obłożona dla niepoznaki pampersem i tanią coca-colą.

Komentarze (0)
Prawo do pracy – wirtualne
 Oceń wpis
   

 

        Zapis w konstytucji RP o prawie do pracy, jak wszyscy wiemy, jest zapisem martwym. Nie w tym jednak problem. Problem leży po stronie intencji ustawodawcy. Obserwując działalność legislacyjną kolejnych kadencji sejmu w przedmiocie osłabienia i degradowania polskiego przemysłu wobec konkurencyjnych gospodarek państw zachodnioeuropejskich możemy dojść do bardzo przykrych i smutnych wniosków. Z jednej strony ustawodawca pozwala nam łaskawie posiadać prawo do pracy. Z drugiej strony ten sam ustawodawca przez ostatnie dwie dekady, włącznie z tą trzecią, uniemożliwia wręcz korzystanie z konstytucyjnego prawa do pracy. Ostatnio jednym z instrumentów pozbawiania prawa do pracy młodych ludzi, jest projektowana ustawa o przedłużeniu wieku emerytalnego. Jest to w istocie propozycja sprzeczna i naruszająca ducha konstytucji. Ta propozycja jest ponadto wymierzona w młode pokolenie gdyż, zmusza młodych ludzi do odsuwania w czasie podjęcia decyzji o założeniu rodziny. Już nie chcę mówić, że jest to brutalny i liberalny atak na polską rodzinę. Jest jednak coś na rzeczy, skoro nie możemy liczyć na naszych reprezentantów w sejmie, to musimy sobie powiedzieć jasno i krótko: idea COP-u została zaprzepaszczona, natomiast istnieje pilna potrzeba wyrównania tych dużych strat w postaci miejsc pracy, na gruncie naszej lokalnej solidarności i zamierającej już wzajemnej pomocy sąsiedzkiej. Jednym słowem, wyjście jest tylko jedno – pełna mobilizacja wszystkich środowisk na terenie naszego powiatu kolbuszowskiego. Nie obchodzi mnie jakoś zardzewiała animozja głupców do cwaniaków lub nieudaczników do karierowiczów. Jest trudny czas i należy ze sobą rozmawiać, krytykować także, aby za wszelką cenę budować nowe miejsca pracy. Byle uczciwie i sprawiedliwie.

Komentarze (0)
1 | 2 | 3 | 4 |
O mnie
sobolewskid
mgr historii, audytor i certyfikator energetyczny, radny Rady Gminy Raniżów, e-mail: sobolewskid@wp.pl tel. kom. 602 598 476


Najnowsze komentarze
2011-08-08 23:03
infolinka:
Sami sobie jesteśmy winni
Likwidacja szkół wiejskich jest efektem cięcia kosztów. Taniej jest dowozić codziennie dzieci[...]